niedziela, 13 stycznia 2008

Golden Ozzy, znaleziony przez dziewczynę z dogomanii, trafił do domu tymczasowego. Był zabiedzony, brudny, okazało się także, że najprawdopodobniej miał raka jąder, miał jednak wielką wolę życia i wszystko wskazywało na to, że pod dobrą opieką dojdzie do siebie.W wyniku ogłoszenia do GW zgłosiła się osoba, która chciała Ozziego przygarnąć na stałe, dla rodziców, którzy ponoć stracili takiego samego psa w wypadku. Ozzy więc pojechał do nowego, wydawało się, wspaniałego domu..Ponieważ nowa właścicielka psa nie przekazywała o nim żadnych informacji, dziewczyny zaczęły się niepokoić - potrzebne były konsultacje weterynaryjne i dalsza specjalistyczna opieka. Po wielu telefonach i rozmowach, niedomówieniach i kłamstwach, okazało się , że pies nie żyje osoby zaangażowane w sprawę psa ,nie przyjęły tych wyjaśnień do wiadomości - zmusiły tę dziewczynę, po brawurowo przeprowadzonej, utajnionej akcji, do wskazania miejsca pochówku psa. Po odkopaniu zwłok, zawieziono Ozziego na AR we Wrocławiu, na sekcję. Dziś nadeszły wyniki - pies został bestialsko zakatowany tępym narzędziem, miał rozległe obrażenia wewnętrzne, mnóstwo złamań. Po skatowaniu żył jeszcze kilka godzin, nie wiadomo, czy nie został pochowany żywcem. Tyle suche fakty. Cała historia rozegrała się w przeciągu jednego tygodnia. Osoba, która psa zaadoptowała, nie wykazała cienia skruchy, odrobiny jakichkolwiek ludzkich uczuć, oczywiście twierdząc cały czas, że pies nie przeżył, bo nie podano mu leków. W tej chwili trwa akcja nagłaśniania tej sprawy w mediach, zawiadomiono również Prokuraturę i policję,oraz TOZ.

Co za człowiek adoptuje zwierzę, tylko po to , aby później barbażyńsko je zabić! Ktoś ratuje psiaka, załatwia mu leczenie, zamieszcza ogłoszenie, zadaje sobie wiele trudu, a wszystko po to, aby ktoś mógł wyładować swoje frustracje na zupełnie niewinnej, a wdodatku chorej istocie. Ludzie zastanówcie się czy w tych czasach naprawdę już nikomu nie można zaufać?! Czy należy sprawdzać z podejrzliwością, każdego człowieka przejawiającego dobre intencje?
Według mnie ta osoba wykazała się wyjątkowym okrucieństwem. Posunęła się wręcz do podstępu- oferując opiekę nad psem, opowiedając nieprawdziwą historyjkę o rodzicach, by w efekcie zatłuc zwierzę. Cały epizod wygląda jakby był poprostu z góry, idealnie zaplanowany przez oprawcę.
Aż strach pomysleć do czego ta osoba jest jeszcze zdolna! Dlatego mam nadzieję, iż tym razem odpowiednie władze nie zbagatelizują całej sprawy i podejmą odpowiednie działania.

Brak komentarzy: